Haiku zimowe (kigo jest słowo
kōri
– lód, z drugiej linijki). Ale po kolei – w
pierwszej linijce znajdujemy zdanie oznajmujące: prosta konstrukcja
typu podmiot + orzeczenie, przekazująca informację o rozbitym glinianym
garnku. Obraz wydaje się niespecjalnie nośny z poetyckiego punktu
widzenia; o sytuacji wiemy na razie tylko tyle, że naczynie pękło – nie
wiadomo kto je rozbił, ani dlaczego…
Możemy natomiast wyobrazić sobie suchy trzask, towarzyszący
pęknięciu garnka. Druga linijka wprowadza kigo i tym samym daje nam
pewne pojęcie o okolicznościach: jest mroźna, zimowa noc. Ale to
dopiero ostatni wers pozwala połączyć dwa poprzednie w sensowną całość,
jednocześnie zaznaczając ludzką obecność w tej scenie. Człowiek jednak
nie okazuje się sprawcą zamieszania, a wprost przeciwnie – rozlegający
się nagle trzask pękającego naczynia wyrywa go ze snu; pośród nocnej
ciszy ten odgłos musiał zabrzmieć donośnie jak wystrzał…
Ale kto w takim razie rozbił garnek?
W wierszu nie ma informacji nie tylko o żadnym innym człowieku,
ale także o żadnym innym dźwięku czy ruchu, towarzyszącym pęknięciu
naczynia…
Odpowiedź znajduje się w drugim wersie: wyjaśnieniem zagadki jest
słowo
kōri, które odnosi się
nie tylko do panującej temperatury. Przyczyną pęknięcia jest lód –
zgromadzona w garnku woda rozsadziła go, zamarzając! Przypominają mi
się roraty w wiejskim kościele; przenikliwy ziąb ciemnych grudniowych
poranków, i zamarznięta woda święcona w kamiennych naczyniach w
kruchcie…
W domu autora musiał panować prawdziwy mróz, skoro woda w garnku
zamieniła się w lód – trzask budzi go i jednocześnie uświadamia
temperaturę dookoła; po przebudzeniu wyraźniej i dotkliwiej odczuwa się
zdrętwiałe z zimna stopy, zgrabiałe dłonie czy bliski odmrożenia czubek
nosa, wystający spod przykrycia.
Rzeczywiście lodowate przebudzenie…
Nina
Dzierżawska