Haiku zimowe –
kigo w pierwszym
wersie:
hatsuyuki (pierwszy
śnieg). Co ciekawe, w przeciwieństwie do większości zimowych wierszy
Bashō nie ma w nim wrażenia przenikliwego zimna, i kojarzącej się z nim
samotności.
Tutaj jest całkiem inaczej: pierwsza linijka jest radosnym
wykrzyknikiem - można oczywiście powiedzieć o emfatycznej partykule
ya, która spełnia w tym miejscu
jednocześnie funkcję
kireji…
Ale taka analiza stylistyczna nie zmienia faktu, że taki okrzyk, w tej
dokładnie formie, jest po prostu spontanicznym wyrazem radości na widok
pierwszego śniegu – radości naturalnej i zrozumiałej tak samo w
Japonii, jak w Polsce. W każdym chyba budzi się coś z dziecka na widok
pierwszych płatków śniegu, wirujących w powietrzu z wdziękiem nie do
opisania, i tego, jak ta warstewka miękkiej bieli w przedziwny sposób
przemienia całą scenerię, wprowadzając magiczną atmosferę: nawet
powietrze zaczyna mieć inny zapach…
W drugim wersie pojawia natomiast coś, co Polakowi nie zgadza się
obrazem śniegu, czyli kwiat – konkretnie liść narcyza. Kwiaty na
śniegu? No, może krokusy, czy przebiśniegi; ale to raczej pod śniegiem,
a poza tym – na pewno nie pod pierwszym. Tymczasem w Japonii narcyz to
zimowy kwiat (
suisen stanowi
wręcz
kigo, podobnie jak
hatsuyuki), jak najbardziej na
miejscu w tym zestawieniu. Intensywna zieleń liści kontrastuje ze
śnieżną bielą, ale jednocześnie ma z nią coś wspólnego; jej świeżość
kojarzy się z pierwszym śniegiem…
Trzecia linijka z kolei uświadamia nam, że śnieg ma nie tylko kolor i
temperaturę, ale także swój ciężar. Drobne, białe płatki, wirujące w
powietrzu tak leciutko, jakby nic nie ważyły, kiedy się ich trochę
uzbiera są w stanie przygiąć do ziemi gruby i sztywny liść japońskiego
narcyza. A to znaczy, że ten pierwszy śnieg jest wyjątkowo obfity! Tym
bardziej entuzjastycznie brzmi okrzyk z pierwszej linijki - czy to nie
wspaniałe, że w tym roku spadło nam tyle śniegu?
Nina
Dzierżawska